Dnia 15 sierpnia już od VI w. po Chrystusie w Kościele chrześcijańskim (obydwu obrządków, tzn. wschodnim i zachodnim) obchodzi się święto Wniebowzięcia Matki Boskiej. Mimo że brak na ten temat wzmianek w Biblii, według legend i podań zmarła ona we śnie i na skrzydłach aniołów została wzięta do nieba. Dopiero w 1952 r. Pius XII ogłosił to jako dogmat.
W Polsce jest to święto znane i obchodzone przede wszystkim jako Dzień Matki Boskiej Zielnej. W każdym kościele święciło się kiedyś wieńce, a dziś częściej bukiety z ziół i płodów ziemi. W Czechach obchodzą święto Matki Boskiej Korzennej, w Niemczech – Kwietnej, w Estonii – Żytniej. Bukiety ludzie przynoszą do kościoła także w Armenii, na Kaukazie, a nawet na Sycylii. Etnografowie szukają źródeł tego obyczaju w świecie antycznym, bo np. 13 sierpnia czczono w tej epoce dziewictwo bogini Diany – patronki pól i lasów, i przynoszono jej kwiaty oraz wieńce ze zboża. Ale pogańscy Słowianie również składali bóstwom tego dnia ofiary z płodów ziemi.
U nas zanoszonym do święcenia bukietom przypisywano właściwości lecznicze, ale także czarodziejskie. Układano je z określonych roślin, tych samych od wieków. Obowiązkowo musiały się w nich znaleźć: bylica – znany środek przeciw czarownicom, dziurawiec – leczący wątrobę, piołun – przywracający zdrowie chorym na żołądek, mięta, chaber, macierzanka i dziewanna – mające właściwości odkażające, wrotycz – skutecznie zwalczający wszelkie robactwo – i wiele innych roślin, zależnie od regionu. Wszystkie one do dzisiejszego dnia znajdują zastosowanie zarówno w medycynie ludowej, jak i oficjalnej.
Taki bukiet ubierano często kwiatami z własnego ogrodu. Były to najczęściej nagietki i malwy, o których wiadomo, że działają uzdrawiająco. Wkładano do wiązanek makówki, wiązki lnu czy konopi, gałązki leszczyny z orzechami, dębu z żołędziami, jarzębinę, kłosy zbóż wykruszone z ziarna czy pęczki marchwi.
Istniały nigdzie nie zapisane, ale bardzo surowo przestrzegane w całej Polsce, zakazy święcenia pewnych roślin. Należały do nich przede wszystkim rośliny pastewne, jak łubin, wyka, koniczyna czy seradela. Prawdopodobnie wiązało się to z faktem, że nie były one pokarmem człowieka. Karmiono nimi trzodę chlewną,
bydło i konie. Żadna z nich nigdy nie była przedmiotem czci i nie przypisywano im magicznych mocy.
Poświęcony bukiet odstraszał przez cały rok szkodniki. Często zostawiano go przez kilka nocy w bruździe na zaoranym polu, by czarodziejskie zioła zwalczyły larwy niszczące plony ziemniaków, kapusty, buraków itp. Po przyniesieniu do domu umieszczano go w godnym miejscu, najczęściej zatykano za „święty obraz”. Do następnego roku korzystano z leczniczych właściwości tych zasuszonych ziół i kwiatów.
Przyrządzano z nich nalewki, maści i napary, przydatne w czasie choroby. Profilaktycznie dodawano do mleka niemowlakom, by ustrzec je przed „złymi oczyma”. Wsypywano je do kąpieli nowo narodzonych dzieci, a gdy te dużo w nocy płakały, makówki wyjęte z wiązanek wkładano im do kołysek. Poświęcone kłosy umieszczano pod poduszką ciężko chorych, co miało gwarantować powrót do zdrowia albo skrócenie cierpień. Miały one też zapewnione miejsce w trumnie, gdzie wsuwano je tużprzed pogrzebem.
Maryjne bukiety, jak nazywano wiązanki święcone 15 sierpnia w czasie nabożeństw, miały również zastosowanie przy „odczynianiu uroków”. Sama ich obecność w izbie odwracała nieszczęścia, płoszyła czarownice i krzyżowała ich niecne plany. Dymem z ziół okadzano umierających, by osłodzić im odejście z tego świata.
Taki dym utrzymywał także w zdrowiu żywy inwentarz. Gospodynie okadzały bukietami pisklęta, kiedy pierwszy raz wiosną wychodziły na łąkę. Poświęcone rośliny pomagały ocielić się bydłu, strzegły nowo narodzone źrebaki, aby złe moce nie miały do nich dostępu. Szczególnie ważną rolę miały do spełnienia maryjne bukiety podczas burzy. Chroniły przed uderzeniem pioruna, a dym z nich, wychodząc przez komin domu, odpędzał błyskawice.
Na terenach górzystych, gdzie ludność żyła stale w strachu przed powodzią, wiązanki maryjne kładziono nad brzegami niespokojnych rzek. Dokonywano tego obrządku w uroczystych procesjach, gromadzących mieszkańców zagrożonych wiosek. Śpiewane wówczas specjalne pieśni intonowały starsze kobiety, cieszące się ogólnym szacunkiem. Przywilej ten przechodził z matki na córkę przez wiele pokoleń.
W niektórych regionach Polski takie obchody Święta Wniebowzięcia łączono z dożynkami. Na przykład w Małopolsce przynoszono do kościoła nie tylko wiązanki ziół, ale także wieńce ze zbóż, które potem wręczano dziedzicowi lub gospodarzowi dożynek, najczęściej bogatemu rolnikowi, zatrudniającemu najemnych pracowników. Kończyła dzień ogólna zabawa z tańcami i poczęstunkiem, bywało, że mocno zakrapiana alkoholem. Ale częściej obchody Matki Boskiej Zielnej były odrębną uroczystością, w niecodzienny sposób łączącą elementy religii chrześcijańskiej ze starymi, sięgającymi prasłowiańskich czasów ludowymi wierzeniami i magicznymi praktykami, wskazującymi na silny związek człowieka z przyrodą.
Alina Stradecka