Węgiel nie tylko na zatrucia

Już Hipokrates i jego uczniowie zalecali stosowanie sproszkowanego węgla drzewnego na zakażone rany, co dawało zaskakująco dobre rezultaty – nie tylko zapobiegało przykremu zapachowi, ale również powodowało, że rana przestawała się „paprać” i szybciej się goiła. Podobne zabi

Już Hipokrates i jego uczniowie zalecali stosowanie sproszkowanego węgla drzewnego na zakażone rany, co dawało zaskakująco dobre rezultaty – nie tylko zapobiegało przykremu zapachowi, ale również powodowało, że rana przestawała się „paprać” i szybciej się goiła. Podobne zabiegi stosują do dziś  Aborygeni w Australii, wiele plemion afrykańskich, Indianie w obu Amerykach i Eskimosi na Grenlandii, tyle że ci ostatni używają raczej nie węgla drzewnego, lecz ze spalonych kości zwierząt, gdyż drzew u nich niewiele.

 

Zresztą Afrykanie i Aborygeni znaleźli dla węgla wiele innych zastosowań – na przykład okładami z niego „wyciągają” truciznę z ran zadanych przez jadowite węże, pająki, skorpiony i skolopendry oraz wściekłe zwierzęta. Indianie natomiast leczą węglem reakcje alergiczne na trujący bluszcz, a stosując go wewnętrznie, zwalczają wszelkiego rodzaju zatrucia pokarmowe, wzdęcia i rozstrój żołądka. Że są to kuracje skuteczne – udowodniła współczesna nauka.

Największa zaleta węgla to jego zdolności adsorpcyjne. Jest on bowiem porowaty – ma mnóstwo szczelin, drobniutkich pęknięć i zakątków – dzięki czemu wychwytuje i wiąże cząstki materii, gazów, obcych białek i substancji chemicznych, które wraz z nim są potem wydalane z organizmu. Oczywiście dotyczy to także wielu trucizn. Obliczono, że całkowita powierzchnia wszystkich cząstek w kostce węgla o wymiarach centymetra sześciennego wynosi 1000 m kwadratowych! Stąd jego skuteczność lecznicza – zwłaszcza w przypadku zatruć. Dowodzono jej za pomocą wielu doświadczeń – w tym mocno ryzykownych. Na przykład w roku 1831 francuski naukowiec Touery na oczach członków Francuskiej Akademii Medycznej połknął 15 g strychniny (15 razy więcej niż dawka śmiertelna) oraz tyle samo węgla drzewnego. I… przeżył. Podobne doświadczenie wykonał w roku 1913 Bertrand, tyle że przyjął z węglem 5 g trójtlenku arsenu. Również w tym przypadku węgiel zneutralizował truciznę.

Nic dziwnego, że tak skuteczna odtrutka stała się przedmiotem badań naukowców i lekarzy. Stwierdzili oni, że węgiel tworzy kompleks z materiałem toksycznym, który nie rozpada się w przewodzie pokarmowym, dzięki czemu trucizna nie przedostaje się do krwi. Na początku XX wieku poddano węgiel procesowi aktywacji – czyli działaniu utleniającego gazu, na przykład pary wodnej lub powietrza o podwyższonej temperaturze – co zwiększa jego adsorpcyjne właściwości. Taki właśnie aktywowany węgiel można dziś kupić w każdej aptece jako środek przeciw zatruciom, wzdęciom i biegunkom. I to już właściwie wszystkie wskazania, jakie możemy wyczytać w ulotce informacyjnej towarzyszącej aptecznemu specyfikowi. Dość ogólnikowe… Problem polega na tym, że choć liczne doświadczenia wykazały skuteczność węgla przy wielu rozmaitych schorzeniach, do tej pory nie odkryto, na czym – poza zdolnościami adsorpcyjnymi – polega jego lecznicze działanie pod względem fizycznym i chemicznym. Nie wiemy nawet, jakie ma substancje czynne.

Nie ulega wątpliwości, że wegiel, wciąż kryjący w sobie wiele tajemnic, jest niezwykle silnym środkiem wspomagającym system oczyszczania organizmu. Można go podawać doustnie, drogą wziewną, stosować na skórę w okładach i jako zasypkę.

To wspaniałe antidotum przy zatruci

Partnerzy:

Oficjalna strona magazynu "Natura i Ty" wydawanego przez Centrum "REA" od 2008 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska. All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.