Wiosenne przesilenie

Wiosenne przesilenie

Przedwiośnie i wczesna wiosna to najtrudniejszy dla nas okres. Właśnie wtedy najwięcej osób skarży sięna złe samopoczucie – bóle głowy, mięśni stawów,  zaostrzają się objawy chorób przewlekłych,spada odporność organizmu, pojawiają złe nastroje, niechęć do podejmowani


Przedwiośnie i wczesna wiosna to najtrudniejszy dla nas okres. Właśnie wtedy najwięcej osób skarży się
na złe samopoczucie – bóle głowy, mięśni stawów,  zaostrzają się objawy chorób przewlekłych,
spada odporność organizmu, pojawiają złe nastroje, niechęć do podejmowania
aktywności fizycznej i umysłowej, bezsenność lub – przeciwnie – nadmierna
senność, melancholia, depresje… Już od wieków notuje
się charakterystyczny trend w załamaniach psychicznych i liczbie samobójstw
właśnie w tym czasie.
Na szczęście to raczej
skrajne skutki depresji. I wszystkie wymienione objawy wiosennego przesilenia
można neutralizować, jeśli wiemy, skąd się biorą i jak z nimi walczyć.
Na naszej szerokości
geograficznej rytm biologiczny podzielony jest na wyraźne pory roku i właśnie
to decyduje o aktywności fizycznej i psychicznej człowieka. Zimą cierpimy
przede wszystkim z powodu braku światła i dostępu świeżego powietrza. Słońce
pokazuje się rzadko, a nawet jeśli wyjrzy zza chmur, niewiele z niego mamy,
siedząc w domu owinięci w koce. Paradoksalnie jednak nie odczuwamy tego tak
bardzo, ponieważ nasz od wieków już ustalony rytm biologiczny każe nam w tym
okresie zwolnić obroty. Organizm wycisza się, przeczekuje. Misie w tym czasie
zasypiają, my po prostu żyjemy nieco wolniej. Jednak wiosna przynosi nam
ożywienie, budzi nasz organizm, zachęca go do większej aktywności. Tylko o nią
wcale nie tak łatwo. Jesteśmy przecież wymęczeni brakiem światła, tlenu, a
także zimową dietą, sprzyjającą bardziej energetycznemu, bogatszemu w tłuszcze
zwierzęce i cukier pożywieniu.
To także jest normalne –
w czasie mrozów organizm domaga się „paszy treściwej”, jemy zatem więcej
gorących, kalorycznych potraw, zup, mięsa, słodyczy, za to zdecydowanie mniej
dostarczającej witamin i minerałów zieleniny. Choć w XXI wieku jest ona
dostępna o każdej porze roku, to jednak nawet jeśli z tego korzystamy, musimy
mieć świadomość, że owoce i warzywa hodowane sztucznie nie mają w sobie
naturalnej energii słońca i ziemi, niektórzy naukowcy twierdzą nawet, że to nie
pokarm naturalny, tylko… suplementy. Tak jak witaminy kupowane w aptekach.
„Cięższym” zimowym pokarmom sprzyja także okres świąt i karnawału, częstsze
spotkania za stołem zastawionym przysmakami i alkoholem. To wszystko odkłada
się w organizmie, zwłaszcza że cała jego aktywność – w tym procesy przemiany
materii – zmalała i wolniej spala on to, czego mu dostarczamy. Zatem po zimie
trzeba go po prostu dobrze oczyścić. Nie bez powodu właśnie na okres
przedwiośnia przypada czas długiego postu. Nasi przodkowie instynktownie
wiedzieli, jak się przygotować do zmiany pory roku.
Jeżeli chcemy szybko
zwalczyć osłabienie wiosenne, trzeba:
l przezwyciężyć niechęć
do aktywności, – zwłaszcza fizycznej, bo ruch pobudzi również procesy
metaboliczne w organizmie;
l dotlenić się
(pamiętajmy, że sprzyjają temu spacery również w deszczu – szczególnie w
mieście nie należy bać się np. mżawki, przeciwnie, krople wilgoci oczyszczają
powietrze ze smogu, dzięki czemu wdychamy mniej trucizn);
l dostarczyć naszym szyszynkom
jak najwięcej dziennego światła (endokrynolodzy twierdzą, że na wiosenne
przemęczenie ma wpływ część mózgu zwana szyszynką. To gruczoł dokrewny
połączony z siatkówką oka. Gdy zimą do oka dociera mało naturalnego światła,
szyszynka ogranicza wydzielanie melatoniny – hormonu odpowiedzialnego za rytm
funkcjonowania organizmu. Czyli… zachęca do spania, polegiwania. Żeby ją
obudzić i zachęcić do intensywniejszej pracy, a tym samym aktywizowania naszego
organizmu, trzeba ją w naturalny sposób doświetlić);
l oczyścić organizm z
toksyn;
l zaopatrzyć go w
naturalne minerały i witaminy (czyli te z upraw wystawionych na prawdziwe
słońce, hodowanych w ziemi, a nie na przykład na wodzie).
Aktywność fizyczna,
dotlenianie i światło
Możemy mieć tu „trzy w
jednym” – jeśli tylko zdecydujemy się na mniej lub bardziej intensywny ruch na
świeżym powietrzu. Spacery, marsze, biegi, jazda na rowerze – cokolwiek, byle
nie siedzieć w domu. Jeśli jesteśmy szczególnie „zasiedziali”, czyli
spędziliśmy zimę w fotelu, za biurkiem, za stołem, niewiele wychodząc na
zewnątrz, lepiej zaczynać powolutku – od spaceru i marszu. Poświęćmy na nie co
najmniej
30 minut dziennie, a
najlepiej – godzinę. Nie mamy czasu? Trudno, kombinujmy. Idąc do pracy,
wysiądźmy ze 3 przystanki wcześniej i resztę drogi przejdźmy pieszo, to samo
zróbmy, wracając do domu. Wprawdzie osoby mieszkające w dużym mieście dotlenią
się przy tym, delikatnie mówiąc, średnio, ale przynajmniej rozruszają i ożywią
szyszynkę, zwłaszcza jeśli akurat wyjrzy słońce. Lepiej jednak wybrać spacer po
parku lub wyskoczyć do lasu, na łąkę – jeśli nie codziennie, to choć w
weekendy.
Marsze poprawią pracę
układów krążenia i pokarmowego, zaktywizują je do intensywniejszego działania,
przyspieszając pozbywanie się toksyn z organizmu, zwiększą jego odporność,
zwalczą ospałość, poprawią również humor. Ruch redukuje przecież stres, gdyż
pomaga obniżyć poziom kortyzolu – hormonu stresu we krwi. Zwiększa za to
wydzielanie substancji uspokajających, podnosi poziom endorfin, czyli tzw.
hormonów szczęścia. A to ich niedobór sprzyja zaburzeniom nastroju,
drażliwości, apatii… Aktywność fizyczna jest jednym z najskuteczniejszych
sposobów na depresję! Wzmaga produkcję adrenaliny, dodając nam energii.
Pamiętajmy przy tym, że:
l Trzeba dostosować
długość trasy i tempo spaceru do naszej formy fizycznej – nie może on powodować
wyczerpania, ma być także przyjemnością.
l Jakieś tempo marszu
30–40 minutowego, szybsze czy wolniejsze, musi jednak istnieć, nie chodzi o
wleczenie się „noga za nogą”. Krok powinien być równomierny, rytmiczny,
najlepiej, by towarzyszyły mu energiczne wymachy rąk.
l Oddychać także należy
rytmicznie, przez nos. Dzięki temu nasz oddech w naturalny sposób ulegnie
pogłębieniu i płuca, a za nimi cały organizm lepiej się dotlenią.
l Trzeba też pamiętać o
zachowaniu prawidłowej postawy – żadnego garbienia się, kulenia. Plecy
wyprostowane, pierś wysunięta naprzód, podbródek lekko uniesiony do góry.
l Ważny jest strój – z
naturalnych materiałów, wygodny, niekrępujący ruchów, dobrze dostosowany do
pogody, tak by nie powodował przegrzania, ale i nie pozwolił zmarznąć. I oczywiście obuwie sportowe, ze sprężystą podeszwą, dobrze
trzymające się stóp, które też przecież dzięki chodzeniu gimnastykujemy.
l Kiedy dotrzemy do wyznaczonego punktu,
przed rozpoczęciem powrotu warto zrobić kilka skłonów, przysiadów, skrętów
tułowiem, podskoków, energicznych wymachów rąk, a na zakończenie kilkakrotnie
mocno się przeciągnąć. Dobrze jest także przytulić się całym ciałem do drzewa –
na przykład wszechstronnie uzdrawiającej brzozy – przekaże nam swoją energię.
Nie zapomnijmy mu podziękować…
l Po powrocie do domu najlepiej wziąć
niezbyt gorący natrysk i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku z godzinkę
poleniuchować z nogami uniesionymi do góry albo nawet się trochę zdrzemnąć.
Może z odprężającą maseczką na twarzy? To poprawi nie tylko nastrój, ale i
cerę… Zapalmy świecę zapachową czy kominek aromaterapeutyczny (o olejkach
dobrych podczas relaksu można przeczytać a w artykule „I dla duszy, i dla
ciała” ze str. 88).
Oczyszczanie organizmu
Nie bez powodu najdłuższe i
najintensywniejsze posty w klimacie umiarkowanym przypadają zawsze na wczesną
wiosnę. Bo jak inaczej oczyścić organizm z niestrawionych resztek zimowego
jadłospisu, wspomóc przemęczoną wątrobę i zachęcić ją do intensywniejszej
pracy? Najradykalniejszą formą takiego oczyszczania jest głodówka, podczas
której nie je się nic (z jednym wyjątkiem zalecanym zwłaszcza osobom ze
skłonnościami do zgagi – by zneutralizować kwasy żołądkowe dobrze jest 2 razy
dziennie – rano i w porze obiadowej – spożyć kleik zrobiony z łyżki mielonego
siemienia lnianego lub nasion babki płesznik – osłoni to śluzówkę żołądka, a
przy okazji – u mniej wytrzymałych na uczucie głodu – zmniejszy je), za to
należy pić dużo wody i herbat ziołowych – razem płynów do 2 litrów dziennie.
Ważna jest technika picia: każdy łyk przed przełknięciem przez chwilę trzymamy
w ustach, starannie mieszając go ze śliną – wchłonięcie jednej szklanki powinno
w ten sposób zająć nawet 15 minut. Taka głodówka powinna trwać tydzień. Na trzy
dni przed przystąpieniem do niej, by przystosowywać organizm, lepiej jeść
potrawy lekko strawne: owoce, surowe i gotowane warzywa, soki owocowe i
jarzynowe, jogurt, całkowicie zrezygnować z mięsa i tłuszczu, odstawić używki:
kawę, alkohol, nikotynę.
Podczas głodówki warto jest również
wykonywać codzienną lewatywę. Mimo braku pożywienia w organizmie cały czas
trwają procesy metaboliczne – przetwarzanie szkodliwych resztek. Irygacja
przyspiesza ich usuwanie. Czyści też jelito grube – „wysypisko śmieci”
organizmu.
Uwaga! Osoby, które cierpią na jakiekolwiek
schorzenia przewlekłe, bardzo osłabione (np. po infekcji), starsze – powinny
uzgodnić z lekarzem, czy tak radykalną kurację wolno im stosować. Jeśli nie
powinny czy też po prostu nie mają na nią ochoty, mogą przejść na wolniejsze
oczyszczanie połączone ze zmianą diety na wiosenną, opisane poniżej jako etap
wychodzenia z głodówki.
Odbudowywanie zapasu witamin i minerałów
Po 7 dniach powoli wychodzimy z głodówki.
Pierwsze posiłki powinny być płynne, są bowiem lepiej przyswajalne. Najlepsze
będą wywary z gotowanych warzyw oraz świeże soki jarzynowe i owocowe. Pijemy je
przez dwa dni. Potem przechodzimy na pokarmy stałe – surówki i warzywa w
niewielkich porcjach, które starannie żujemy, każdy kęs mieszając ze śliną.
Stopniowo, z dnia na dzień zwiększamy ilość jedzenia, by po trzech dniach od
przejścia na pokarm stały wrócić do zwykłego sposobu odżywiania się. Przy czym
jest to dobry moment na zweryfikowanie swoich nawyków – na przykład zredukowanie
nadmiaru tłuszczu i cukru w codziennej diecie. Łączy się to ze wzmocnieniem
organizmu – uzupełnieniem w nim soli mineralnych i witamin.
Czego teraz potrzebujemy najbardziej?
Witaminy A (oraz jej prowitaminy, czyli beta karotenu), witamin z grupy B,
witamin C, D, E, kwasu foliowego, magnezu, potasu, wapnia, żelaza, cynku,
selenu. To przede wszystkim, ale nie wyłącznie. Szukajmy więc produktów
stanowiących „bomby” witaminowe i mineralne. Zwłaszcza surowej zieleniny –
rzeżuchy na przykład, kiełków, szczypiorku, ale również sałatkowych
wczesnowiosennych ziół, takich jak podbiał, podagrycznik, trybula ogrodowa (ich
opisy, a także sporo przepisów znajdziecie w tym numerze), gwiazdnica,
bluszczyk kurdybanek, komosa (lebioda), krwawnik pospolity, macierzanka,
mniszek lekarski, pierwiosnek, rokietta siewna (rukola) pokrzywa i wiele innych
– nie tylko dostarczą nam niezbędnych witamin i minerałów, ale także wesprą
detoksykację, bo należą do roślin „czyszczących krew”. Ponadto wspomogą nas
warzywa takie jak marchew, szpinak, brukselka, brokuły, kapusta, buraki, pory,
selery, zielony groszek i ziemniaki (to nieprawda, że ziemniaki są zbyt
kaloryczne – nie one same tuczą, tylko tzw. omasta, na ogół będąca po prostu
tłuszczem; szkodzi także nadmiar soli – najlepsze więc są kartofelki gotowane
na parze, ewentualnie pieczone bez dodatku tłuszczu, za to posypane natką
pietruszki lub koperkiem). Warto pamiętać o czosnku zapewniającym zwiększoną
odporność białych krwinek dbających o odporność naszego organizmu, a także o
uodparniającej cebuli i chrzanie. Na przedwiośniu na ogół łatwiej złapać
przeziębienie czy grypę niż w środku mroźnej zimy…
Skarbnicą witamin są owoce – także suszone
oraz te z mrożonek. Nie żałujmy sobie zatem jabłek, porzeczek, truskawek,
wiśni, śliwek, czarnej jagody ani herbatek i przetworów z dzikiej róży,
jarzębiny, aronii. Bardzo zdrowe są również naturalne soki z nich (tylko
wybierajmy te bez dodatku cukru!).
Białe pieczywo zastąpmy ciemnym,
pełnoziarnistym – nie tylko ma komplet witamin z grupy B i witaminę E, ale
również cenne mikroelementy (np. selen i cynk), pomagające pokonać zmęczenie,
stres, depresję.
Zamiast mięsa wprowadźmy do diety więcej
ryb oraz orzechów i pestek z dyni i słonecznika, oleje roślinne – źródło
witaminy E oraz zbawiennych nie tylko dla serca, ale i dla stanu skóry
nienasyconych kwasów tłuszczowych.
I wreszcie kiszonki – z kapusty, ogórków,
buraków czerwonych... Można już wrócić do popijania czy jedzenia jogurtów, w
zimie raczej niezalecanych, gdyż mają właściwości wychładzające organizm.
Zawarte w nich żywe kultury bakterii odbudują florę bakteryjną w organizmie i
wspomogą go w walce ze szkodliwymi drobnoustrojami, a wapń wzmocni kości i
uszczelni naczynia krwionośne, zapobiegając ich pękaniu.

Partnerzy:

Oficjalna strona magazynu "Natura i Ty" wydawanego przez Centrum "REA" od 2008 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska. All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.