Podagrycznik pospolity (Aegopodium podagraria)

Na samą myśl o tej roślince, zwanej również kozią stopką każdy ogrodnik blednie i łapie się za serce, gdyż jest ona jednym z najbardziej uciążliwych i trudnych do wyplenienia chwastów. Piekielnie żywotny i błyskawicznie się namnażający podagrycznik od wieków traktowany był przez ludzi jako wróg pożytecznych upraw i być może właśnie dlatego nawet wielu zielarzom umykał fakt, że i on sam może być niezwykle pożyteczny.

Już w XVI wieku John Gerard, autor jednej z pierwszych ksiąg o ziołach (Herbal 1597) pisze o nim z rozpaczą i złością: „Jest on tak witalny, że jak raz gdzieś się pojawi, nie można go więcej wyplenić. Z roku na rok zdobywa i rujnuje, ku złości lepszych ziół, coraz więcej powierzchni gruntu”. Także współcześnie podagrycznik budzi żywą niechęć – na przykład niemiecki znawca roślin i ogrodnik, Jurgen Dahl skarży się: „…jego liczne białe korzenie pękają jak szkło i z każdego najmniejszego kawałka wyrasta już po kilku dniach nowa roślinka”. Wedle niego, jeśli się nie chce na swojej ziemi używać szkodliwej chemii, należy: „…zaatakowany przez podagrycznika obszar przykryć czarną folią i… pozostawić przynajmniej na rok” (1986). Jak widać, ta nieprzejednana postawa wobec koziej stopki trwa od wieków aż do dzisiaj – więcej można spotkać porad, jak się jej pozbyć, niż jak ją ku pożytkowi dla zwierząt i ludzi wykorzystać. A szkoda, bo ów pożytek mógłby być niemały i naprawdę w tym przypadku warto zastosować zasadę, że „jeśli nie można się pozbyć, należy… pokochać”. Ta zasada, jeśli mnie pamięć nie myli, dotyczyła niegdyś pcheł, jednakże o ile w ich przypadku trudna jest do zrealizowania, to jeśli chodzi o owo ziółko, naprawdę sensownie byłoby ją co najmniej przemyśleć. Zwłaszcza że dobry przykład dają nam zwierzęta, które instynktownie wykorzystują podagrycznik do celów leczniczych. Na przykład wilki… Rosyjscy zoolodzy obserwujący na Syberii ich stado zauważyli, że jedna z samic – stara już i o sztywnych łapach – gdy tylko pojawiły się pierwsze zielone pędy i liście koziej stopki, zaczęła się w nich regularnie, dzień po dniu tarzać, a także podjadać zieleninę. Nie do końca wiadomo, czy to z tego powodu (choć przecież bez przyczyny tego nie robiła!), ale faktem jest, że ruchy zwierzęcia w ciągu 3 tygodni stały się bardziej sprężyste, a sztywność stawów zmalała i wilczyca bez problemów zaczęła dotrzymywać kroku reszcie watahy…

Inny wpływ podagrycznika zaobserwowano u świń, o czym napomyka bardzo stary angielski zielnik Lacnunga: „Aby uchronić świnie przed nagłą śmiercią, bierze się łubin, podagrycznik i inne zioła, obwiesza nimi cztery ściany oraz drzwi i zagarnia świnie do chlewni”. Działanie koziej stopki anonimowy autor tłumaczy tu nie magicznie, jak to się w dawnych czasach często zdarzało w odniesieniu do wielu roślin, lecz całkowicie realistycznie – podobno jej zapach doskonale wpływa na nastrój owych zwierząt, charakteryzujących się znakomitym węchem. Możemy zatem tu mówić o… aromaterapii.

Nawet nazwa botaniczna denerwującego wiele osób chwastu wskazuje na jego moc leczniczą. Podagraria znaczy bowiem „leczący podagrę”. Także i w wielu rodzimych językach – niemieckim, francuskim, również polskim nazwy wiążą ziele z ową chorobą, objawiającą się dokuczliwym bólem i zesztywnieniem stawów dużego palca u nogi. Ale nie tylko. W Anglii nazywa się podagrycznik Goutweed – ziele artretyzmu, albo Herb Gerard – ziele Gerarda – od imienia świętego, który opiekuje się cierpiącymi na choroby reumatyczne.

W apteczce dawniej

Prawdopodobnie już neandertalczycy stosowali podagrycznik do leczenia zdeformowanych stawów i uśmierzania bólu, o czym świadczą wykopaliska archeologiczne. A i później nie wszyscy zielarze odsądzali go od czci i wiary. W średniowieczu uprawiano go w ogrodach klasztornych zarówno jako surowiec zielarski, jak i warzywo oraz przyprawę. Tabernaemontanus napisał o nim w swej Księdze ziół z 1625 roku, że „…aczkolwiek kozia stopka jest zielem lekceważonym i niezauważanym, znalazła uznanie w sztuce leczenia, szczególnie podagry, bólu stawów i biodra”. Anglik zaś, Nicolas Culpeper stwierdza w zielniku z 1649 roku, że: „…nie należy przyjmować, że podagrycznik otrzymał swoją nazwę bez dostatecznego powodu, lecz dlatego, że doświadczono, iż jest on w stanie leczyć artretyzm i bóle nerwu kulszowego (ischias), a zatem bóle kończyn i inne zimne dolegliwości. Już samo noszenie przy sobie tego leczniczego ziela koi bóle i chroni przed chorobą”. Przy czym warto pamiętać, że w XVII wieku określenie „artretyzm” obejmowało obok zapalenia stawów i reumatyzmu porażenie, lumbago, drgawki, skurcze, paraliż.

Jednakże jako zioło lecznicze kozia stopka nigdy nie była specjalnie popularna czy wykorzystywana – sytuacja zmieniła się dopiero na przełomie XIX i XX wieku, kiedy to jej właściwości zaczął wypróbowywać słynny szwajcarski bioterapeuta, ksiądz Johann Kunzle. Jak głosi legenda, zainteresował się on uzdrawianiem za pomocą ziół po tym, jak pewnej wielkanocnej niedzieli anioł podpowiedział mu, by zajął się leczeniem ludzi, wykorzystując cudowne moce natury. Poszedł za tym głosem i to z takim powodzeniem, że wiele stworzonych przez niego preparatów roślinnych do dziś cieszy się ogromnym uznaniem – są skuteczne przy wielu schorzeniach, choć nie zawsze zrozumiały jest mechanizm ich działania. A jednym z wielkich odkryć księdza Johanna był podagrycznik, którego nazywał „wspaniałą medycyną”… Wywar z jego suszonych korzeni przepisywał Kunzle jako dodatek do kąpieli przy reumatyzmie, artretyzmie, żylakach, a także hemoroidach (żylakach odbytu). Zalecał jedzenie młodych liści w sałatkach albo picie soku

z koziej stopki przy zatwardzeniu, zarobaczeniu, podagrze. Reumatykom radził wyściełanie ich warstwą butów. Uważał je za dobrą odtrutkę, leczącą „paprzące się” miejsca po ugryzieniach psów, a nawet żmii. Ból zębów zwalczał zielem podagrycznika gotowanym w winie. Przy katarze stosował do inhalacji dym ze świeżego lub wysuszonego ziela kładzionego na rozżarzony węgiel drzewny lub gorącą płytę kuchenną, a także parę wodną

z odwaru z podagrycznika. Chwalił również działanie białych kwiatków koziej stopki

– wedle niego herbata z nich skutecznie leczyła nieżyty oskrzeli, kaszel wszelkiego rodzaju oraz reumatyzm i artretyzm, zwłaszcza jeśli się do niej doda szczyptę szałwii lub cedru.

Podobne artykuły
  • Hyzop lekarski

    Hyzop lekarski

    Odłączcie i weźcie jagnię dla waszych rodzin i ofiarujcie Paschę. Weźcie gałązkę hyzopu i zanurzcie ją we krwi zwier...
  • Winorośl

    Winorośl

    Dzika winorośl pojawiła się zapewne po raz pierwszy w Azji Środkowej, na południowych wybrzeżach Morza Czarnego i Ka...
  • Kuchnia Pięciu Przemian

    Kuchnia Pięciu Przemian

    Cykliczne, powtarzające się regularnie przemiany w przyrodzie są naturalnym zjawiskiem i to z tego powodu nie moż...

Oficjalna strona magazynu "Natura i Ty" wydawanego przez Centrum "REA" od 2008 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska. All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.