Niech grubi nie tracą nadziei

Podczas mojej czterdziestoletniej walki z nadwagą setki razy wygrywałam bitwy, ale wróg stale trwał u bram, wyposażony w straszliwą broń, zwaną efektem jo-jo. Teraz stał się cud! Udało mi się wywalczyć trwały pokój. Ostatnia, decydująca bitwa była zażarta, ale trud nie poszedł na marne. Liczba ukazująca się w okienku mojej elektronicznej wagi pokazuje tyle, ile być powinno. A jak do tego doszło, opowiem.

 

W mojej rodzinie nie było grubasów, zatem – jeśli wierzyć genetykom – ja też miałam szansę bez większych problemów trzymać linię. Jednak w wieku 8 lat zostałam tej szansy pozbawiona. Gdy wracałam do zdrowia po kolejnym ciężkim zapaleniu płuc, mój ojciec wraz ze swoją siostrą uradzili, że trzeba coś zrobić, by ustrzec mnie przed chorobami. Ich zdaniem należało mnie dobrze odżywić.

Ku przerażeniu mojej mamy, która żywiła mnie tak jak należy i słusznie wątpiła, czy „grube dziecko to zdrowe dziecko”, w ciągu dwóch miesięcy z dziewczynki o normalnej dla mojego wieku i wzrostu wadze przekształciłam się w kwadratowego potworka. Co było dalej, łatwo sobie wyobrazić. „Grubas” to najłagodniejszy z epitetów, jakimi obrzucali mnie rówieśnicy. Co gorsza, kuracja wzmacniająca wcale nie wyszła mi na zdrowie, bo ciągle zziajana i spocona łapałam każdą infekcję. Do normalnej wagi wróciłam dopiero po kilku latach, ale nabyte wówczas dodatkowe komórki tłuszczowe zostały już na zawsze.

 

Raz lepiej, raz gorzej

Z dzieciństwa pozostał mi wstręt do lanych klusek i innej tego typu paszy treściwej, którą mnie pasiono, przykry dyskomfort przy napełnionym żołądku oraz strach, że największy koszmar moich młodych lat może powrócić. Pewnie dlatego przez długi czas waga była w normie. Potem zaś musiałam, bo nie wyobrażałam sobie, że może być inaczej, szybko pozbyć się 10 zbędnych kilogramów po urodzeniu pierwszego dziecka. Miałam 20 lat i uporałam się z tym w mig. Po miesiącu głodzenia się i wielogodzinnego spacerowania z wózkiem moja waga wróciła do normy.

Kolejne przytycie było wynikiem przyjmowania pigułek antykoncepcyjnych (w tamtych czasach zawierały one za dużo hormonu). Znów, powodowana wewnętrznym przymusem, szybko schudłam na bardzo restrykcyjnej diecie. I tak już pozostało. Lepiej na śmierć się zagłodzić, niż być grubasem – to była moja maksyma.

Najśmieszniej było, gdy w wyniku przymusowej bezczynności, stresu i miłości do ciastek ani się spostrzegłam, jak w ciągu pół roku przytyłam... 20 kilogramów (mój niechlubny rekord, już nie nadwaga, ale otyłość). Co dziwne, tak się ten tłuszcz porozkładał, że nie od razu się spostrzegłam. Ale jak zobaczyłam się na nagraniu z wycieczki, przeżyłam szok i natychmiast przystąpiłam do dzieła. W ciągu 3 tygodni, jedząc wyłącznie pomidory z cebulą, schudłam 15 kg. To było za mało, więc przez kolejne 2 miesiące na pomidorach, cebuli i białym chudym serze straciłam jeszcze 11 kg. Zachwyty otoczenia wynagrodziły mi wszystkie wyrzeczenia. Nigdy potem nie przytyłam już tak koszmarnie.

 

Partnerzy:

Oficjalna strona magazynu "Natura i Ty" wydawanego przez Centrum "REA" od 2008 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska. All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.