Wybrałyśmy się z koleżanką do Grecji na przełomie września i października. Pogoda była idealna, upały już minęły, plaże były puste, ze znalezieniem miejsca do opalania nie było problemów, owoce tanie, nawet restauracje oferowały już niższe ceny. Ale jak się okazało, pobyt w tym czasie miał pewien feler, a mianowicie – komary. Noc była ciepła, kiedy więc po podróży zmęczone kładłyśmy się spać, szeroko otworzyłyśmy okna, by obudzić się w środku nocy, pogryzione, a pokój pełen był fruwających owadów. Spać się już nie dało, a rano wyglądałyśmy jak pantery, całe pokryte swędzącymi cętkami. I wtedy sobie przypomniałam o starym sposobie mojej babci, czyli smarowaniu własnym moczem. Tak też zrobiłyśmy, natarłyśmy całe ciało i niemal od razu minęło upiorne swędzenie. Wieczorem powtórzyłyśmy nacieranie i na drugi dzień nie było już śladu po ugryzieniach. Ale dla bezpieczeństwa założyłyśmy w oknach siatki przeciw komarom i dalszy pobyt przebiegał już bez dodatkowych wrażeń.
Moja babcia opowiadała, że ten prosty sposób skuteczny jest także przy leczeniu ran. Wystarczyło przyłożyć do rany zwilżony moczem opatrunek, zmieniać go codziennie, a rana goiła się pięknie, przy czym nie pozostawała żadna blizna. Podobnie poradziła znajomej cierpiącej na ostrogę piętową, której zabiegi w ośrodku zdrowia nie zmniejszyły bólów. Tymczasem moczenie stóp w ciepłym własnym moczu przez 7 dni przyniosło znakomite rezultaty. Co więcej, dolegliwości nie tylko ustąpiły, ale już potem nigdy nie powróciły. Nie wiem, na czym polega istota tego leczenia, ale z pewnością mi pomogło.
Helena W. z Gorzowa