Cieszę się, że wystartowaliście z „Naturą i Ty” jako odrębnym tytułem i podejmujecie tematy, które są bliskie każdej kobiecie, ale nie tylko, bo mój mąż (z zasady nie czytujący tzw. babskiej prasy) zaczytuje się w „Naturze”. Zaczęło się od „historyjek” o ziółkach i warzywach, a już zupełnie wzięła go opowieść o karczochach. Zaczął grzebać w historycznych książkach, sam kupił słoiczek tych smakowitych warzyw, a niedawno przyniósł mi zamiast kwiatka karczocha na długiej łodydze i sami go przyrządziliśmy.
Dzięki „Naturze” przeprowadziliśmy też oczyszczającą kurację grzybową, nasuszyliśmy „chwastów” oraz zrobiliśmy pyszne kapary z nasturcji. Ba, poszliśmy dalej. Zakonserwowaliśmy w occie jabłkowym kwiaty i liście – są znakomite jako dodatek do surówek i sałatek. Naszym śladem poszli sąsiedzi.
Tak jak napisał w jednym z poprzednich numerów Czytelnik, nie zdajemy sobie na co dzień sprawy, ile cennych roślin bezmyślnie niszczymy, zamiast spożytkować je dla zdrowia swojego i rodziny.
Otworzyliście wielu ludziom oczy na to, że mają aptekę w zasięgu oczu i rąk, i to jaką. Taką, która nie niszczy nerek i wątroby, i lecząc jedne organy nie zatruwa i nie niszczy innych. Oczywiście – jak podkreślacie – zioła też należy stosować z rozsądkiem i przed przystąpieniem do kuracji zasięgnąć porady lekarza czy doświadczonego terapeuty.
Kiedyś wpadła mi w ręce książeczka Leczenie pożywieniem. Nie pamiętam autora, ale było tam wiele cennych uwag, m.in. o tym, że kuchnia to laboratorium zdrowia lub wylęgarnia chorób.
Wszystko zależy od sposobu przygotowania, łączenia i przyrządzania potraw. Dobrze, że zwracacie na to uwagę, że przypominacie, by jeść zgodnie z porą roku. (...) Mogłabym pisać i pisać, ale czas się streszczać.
Sprawiliście mi ogromną radość, że zamieściliście fragment książki Katarzyny Grocholi i pokazujecie nowe polskie pisarki. Ich książki są ciekawe, przystępnie napisane, dowcipne i obracają się w naszych rodzimych realiach, a nie w nierealnych sytuacjach, jakimi częstują nas amerykańskie Harlekiny. Żałuję, że nie zdążyłam wziąć udziału w konkursie o książkach, ale mam nadzieję, że „co się odwlecze, to nie uciecze” i będą jeszcze inne konkursy. (...)
Proponuję, choć to może głupia uwaga, abyście zamieszczali krzyżówki, psychotesty i quizy.
I serdecznie pozdrawiam autorów, redaktorów i wydawcę, a szczególnie panią Kasię Bury-Słabicką, której teksty czytywałam kiedyś na łamach „Uśmiechu Numeru”, a potem w nieistniejącym już „Feniksie”. Może namówicie Ją, by zebrała je w książkę. Zapewniam, że sięgną po nią nie tylko panie.
Małgosia Ławnicka z Lublina