Leczniczy dar ziemi

20 lat temu zrobiłam sobie wiosenne ferie u rodziny na wsi. Akurat był okres siewu, więc z entuzjazmem, choć mało wprawnie, pomagałam w pracach polowych. Podczas tej „zabawy” dość głęboko zraniłam się w wewnętrzną część dłoni. Krew mi z niej ciekła, wszyscy obecni na polu bezradnie kręcili się wokół mnie, poszukując apteczki, której… nie było.

Najwyraźniej została w oddalonym o kilkanaście kilometrów domu. Zamieszanie obudziło moją cioteczną babcię, ucinającą sobie drzemkę na całkiem przyzwoicie grzejącym tego dnia słoneczku (ze względu na wiek nie pracowała już w polu, lecz uwielbiała patrzeć, jak inni to robią, pouczać, doradzać i krytykować). Wkroczyła do akcji w sposób nieco niepokojący. Mianowicie nakazała wykopać na skraju pola głęboki dół i wydobyć z niego kawał tłustej gliny. Szybko podpiekła ją w starym garnku bez ucha na naprędce rozpalonym ognisku, drewnianym kołkiem roztarła na proszek, dodała trochę wody (na szczęście butelkowanej, przywiezionej z domu), wymieszała i nałożyła mi na „żywą” ranę gruby okład z tak powstałej glinianej papki. – Rany boskie, tężec gotowy! – pomyślałam w panice. Ale z babunią, osobą szalenie apodyktyczną, nie odważyłam się dyskutować.

Po powrocie do domu pozwoliła mi wprawdzie okład zdjąć i ranę zdezynfekować, ale zaparła się, żeby nałożyć następny gliniany opatrunek. Zmieniała mi go co parę godzin i dłoń… błyskawicznie się goiła! Dziś o tamtej przygodzie przypomina mi jedynie cieniutka kreseczka na skórze i… kawał gliny, który stał się nieodłącznym elementem mojej domowej apteczki. Służy mi nie tylko jako odkażacz i materiał opatrunkowy. Po mojej nieprzyjemnej przygodzie wypytałam babcię, skąd zna ten sposób leczenia, i dowiedziałam się, że na wsi od wieków skutecznie zwalczano gliną rozmaite choroby. Po powrocie do domu zaczęłam szukać informacji na ten temat.

Terapia starsza niż ludzkość

Okazało się, że agrilloterapia (z łac. agri – ziemia, rola) znana jest od ponad  4 tysięcy lat i to niemal na całym świecie! Ratowali nią zdrowie i urodę starożytni Egipcjanie, Grecy i Rzymianie, Chińczycy, Japończycy, Hindusi, prekolumbijscy Indianie, plemiona murzyńskie w Afryce i australijscy Aborygeni. Nie tylko robili oni z gliny lecznicze okłady, ale również w celach terapeutycznych glinę… jedli. Indianie na przykład toczyli z niej kulki, suszyli je i piekli na ogniu, a potem połykali jak pigułki.

Być może ten sposób terapii odziedziczyliśmy po naszych najstarszych przodkach, czyli… małpach. Do dziś i one, i wiele innych zwierząt, kierując się zdrowym instynktem, wykorzystuje glinę do leczenia. Na przykład na Syberii zaobserwowano, jak dzikie świnie i jelenie leczą rany, tarzając się w gliniastej ziemi. Konie zanurzają w glinie chore kopyta i cierpliwie stoją tak nawet kilkadziesiąt minut, a szympansy w Afryce zjadają ją, gdy cierpią na niestrawność…

Lek na trądzik i nowotwory

O leczniczych właściwościach gliny dobrze wypowiadaj

Partnerzy:

Oficjalna strona magazynu "Natura i Ty" wydawanego przez Centrum "REA" od 2008 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska. All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.