Podróżna apteczka

Może zainteresuje Was moja historia. (...) Małą grupką wybraliśmy się w odludne, ale piękne miejsce. Chcieliśmy zapomnieć o ciężkim egzaminie (obrona pracy magisterskiej). Nasz promotor zmarł nagle i wpadliśmy, jak to określiła moja przyjaciółka, w łapy szaleńca, który odbijał sobie zbyt długie, jego zdaniem, terminowanie u zmarłego profesora. (...) To był koszmar. Gdyby nie interwencja dziekana, pewnie nie doszłoby do tej obrony.

Jako kwaterę główną wybraliśmy gajówkę mojego wuja, ale zapuszczaliśmy się z namiotami w rozmaite zakątki w promieniu trzydziestu kilometrów. Było ciekawie i dziko. Zbieraliśmy jagody, grzyby, chwasty i zioła, z których przyrządzaliśmy naprawdę smaczne i pożywne posiłki. To był prawdziwy „obóz przetrwania”. Koiliśmy zszargane nerwy i zmęczone oczy. (...)

Byliśmy przekonani, że znamy doskonale okolice, ale zabłądziliśmy. W głębokim lesie złapał nas deszcz i zmrok. Rozbiliśmy namioty pod rozłożystymi dębami. Kończyła nam się woda, więc chłopcy z latarkami poszli poszukać jakiegoś strumienia czy źródełka. Wrócili z pełnymi butelkami, ale obie z Kasią (moją przyjaciółką) stwierdziłyśmy, że ta woda ma jakiś taki zapaszek.

„Robimy sobie dzień dziecka i nie myjemy się!” – krzyknęli panowie.

Kasia zaproponowała mały eksperyment. Wygrzebała z plecaka woreczek z kamyczkami i wrzuciła do dwóch butelek przezroczyste okruszki. Jak się okazało – kryształu górskiego. Butelki wkopała łopatką w ziemię, zdjęła nakrętki i przykryła otwory liśćmi. Dopiero wtedy nałożyła nakrętki, ale w charakterze przycisków, a nie zamknięcia, bo woda miała „oddychać”.

Rano ze zdumieniem odkryłam, że woda nie śmierdzi. Bez obrzydzenia umyłam twarz, a potem zęby, ale nie ukrywałam zdumienia, gdyż ta w butelkach, do których Kasia nie wrzuciła kryształów górskich, nadal była mętna i zalatywała zbutwiałymi liśćmi.

– Teraz wierzysz mi, że kamienie działają. Taki kryształ górski na przykład wrzucony do wody, oczyszcza ją, zmienia jej strukturę, a tym samym poprawia smak. To żadne „czary mary”, ale reakcja chemiczna – przekonywała mnie, choć już byłam przekonana.

To Kasia „zaraziła” mnie kamieniami. Miała w plecaku dwa woreczki. W jednym znajdowała się „podręczna apteczka kamienna”, w drugim „podróżna apteczka” według Waszych wskazówek. Dzięki temu wszyscy uczestnicy naszej wyprawy przekonali się, że kiedy użądli osa, dużą ulgę przynosi natychmiastowe przyłożenie kawałka agatu na to miejsce. Mija ból. Znika obrzęk. (Można przykleić go plastrem lub obwiązać bandażem czy nawet podkolanówką, jak to zrobiłam).

Kiedy zaś naciągnie się ścięgno, a o to na leśnych dróżkach, pełnych korzeni i gałęzi nietrudno, wtedy trzeba przyłożyć zielony lub złoty kalcyt lub kawałek zielonego fluorytu. (...)

Pewnego dnia słońce było agresywne i wściekle przypiekało. Lenistwo sprawi

Partnerzy:

Oficjalna strona magazynu "Natura i Ty" wydawanego przez Centrum "REA" od 2008 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska. All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.