Miłość uzdrawia, sprawia, że zakładamy różowe okulary i czujemy radość pomimo wszystko. Miłość jest silniejsza nad zło tego świata. Kto kocha, jest królem życia. Albo królową.
Bez miłości jesteśmy niczym. Jest w nas pustka, która domaga się wypełnienia. Czekamy, aż ktoś, ten szczególny, jedyny, nasza druga połowa, pojawi się i napełni nas miłością. Czasem musimy czekać na miłość bardzo długo. Bywa, że za długo.
Po co się ograniczać i czekać, aż ktoś przyjdzie i obudzi nas do miłości. Sami możemy się obudzić.
Wbrew powszechnie panującemu przekonaniu, że nasz partner/partnerka będzie dla nas cudownym uzupełnieniem, jeśli wchodzimy w związek niepełni, to jedyne, co otrzymujemy, to tak samo jak my niepełny partner, z którym stworzymy niepełnowartościowy związek.
Mit o dwu połówkach tego samego jabłka jest równie piękny, co naiwny. Niemal każdy z nas był kiedyś przekonany, że spotkał tego właściwego partnera. I co? Mija 7 miesięcy lub 7 lat i czar miłości zamienia się w szarą rzeczywistość. Czasem rozwód.
A my jak ćmy znowu lgniemy do światła miłości. Bezustannie. Do czasu, kiedy ktoś nas „oświeci” swoim uczuciem, zapali swoją miłością. Wtedy dopiero czujemy, że żyjemy. Bez tego uczucia usychamy. Dzień po dniu.
A przecież jest obok nas partner doskonały, taki, który nigdy nie zdradzi, nie opuści, ofiaruje całego siebie, nie żądając nic w zamian, partner, który niczego nie oczekuje, za to będzie z nami do grobowej deski. Partner idealny – my sami. Ale jeśli myślisz, że wystarczy kiwnąć palcem i już jest twój – grubo się mylisz. Po tylu latach lekceważenia jego potrzeb – twoje wewnętrzne Ja może być mocno na ciebie obrażone. Dopiero cierpliwe odbudowanie kontaktu z nim przynosi rezultaty.
Ta znajomość jest nader lukratywna, bowiem to twoja podświadomość, czyli wewnętrzne Ja decyduje o tym, kogo przyciągniesz sobie do życia. To twoje serce a nie umysł wybiera bank, w którym ulokujesz swoje uczucia. I czyni to nierzadko wbrew wszelkim racjonalnym przesłankom, wskazaniom i przeciwwskazaniom. Serce wie swoje. Ma swoje przekonania, o których ty często nie masz nawet pojęcia. Więc warto być z nim w dobrych stosunkach, bo to ono wybiera twoją „drugą połówkę”. Jeśli twoja wewnętrzna część nie będzie zadowolona z tego, jak ją traktujesz, poczuje się odrzucona, zaniedbana, zlekceważona – całkiem przypadkiem twoja połówka jabłka może okazać się lekko nadgniła.
Jak naprawić relacje ze sobą? To proste. Trzeba kochać siebie. Niestety najprostsze rozwiązania są najczęściej najtrudniejsze. I co to właściwie oznacza „kochać siebie”? Przyznam, że przez dobrych kilka lat kupowałam to hasło i żyłam w błogim przekonaniu, że przecież „ja kocham siebie”. Kiedy w moim życiu nie nastąpiły radykalne zmiany, zaczęłam się zastanawiać, co to właściwie oznacza, że kocham siebie? Pytałam tych, którzy byli dla mnie autorytetami i albo udzielali mi tak skomplikowanych odpowiedzi, że po chwili nie wiedziałam, o co pytałam, albo unikali odpowiedzi, uśmiechając się tajemniczo. Czasem udało mi się wycisnąć podpowiedź w rodzaju: „Miłość po prostu jest”, albo „Bądź tu i teraz”, „Spójrz w siebie”. Po latach przekonałam się, że nie były to złe odpowiedzi, jednak na mój ówczesny stan rozwoju nic niewnoszące do moich poszukiwań.
Jak więc kochać siebie?
Proponuję zacząć od poznania siebie, a raczej przypomnienia sobie, kim jesteś. Każdy z nas tworzy różne maski na różne okazje. Nie ma w tym nic zdrożnego, problem zaczyna się, kiedy maska staje się naszą prawdziwą twarzą. Tak często jej używamy, że zapominamy o tym, kim naprawdę jesteśmy, co naprawdę lubimy, co jest dla nas ważne, co nas bawi i dlaczego tak dobrze nam, kiedy…
No właśnie. A może by tak zacząć od małego wywiadu ze sobą?
Ćwiczenie pierwsze:
Poniżej zestaw tematów. Nie dawaj szybkich odpowiedzi. To nie jest test na czas. Postaraj się rozwinąć każdą z
odpowiedzi, uzasadnić ją, przypomnieć sobie wydarzenia, które sprawiły, że tak właśnie myślisz. Przez moment skoncentruj się tylko na tym zadaniu. Uruchom swoją pamięć i wyobraźnię. Pomyśl:
a) O czymś, co cię w życiu uszczęśliwia (jeśli jest to mężczyzna, który cię porzucił, przejdź do podpunktu b)
b) Co cię cieszy, przynosi ci radość, daje zadowolenie i spokój?
c) W co wierzysz?
d) Kogo kochasz?
e) Z czego jesteś dumny?
f) Co chcesz osiągnąć (jeśli twoje marzenie właśnie legło w gruzach, patrz punkt b)
g) Za co jesteś wdzięczna życiu?
Jeśli masz problem, udzielasz odpowiedzi zbyt oczywistych – wyciągnij zdjęcia z dzieciństwa. Spójrz na siebie, kiedy miałaś 5-7 lat i zastanów się, jakich odpowiedzi udzieliłoby to dziecko. Jesteś teraz o wiele starsza i wydaje się, że odpowiedzi dziecka mogłyby być infantylne, ale pamiętaj o tym, że twoja podświadomość to też dziecko, twoje wewnętrzne dziecko, którego nie szanujesz, bo wydaje ci się, że jesteś już dorosła, zbyt dorosła, by przejmować się swoimi zachciankami, potrzebami. Zbyt dorosła, by płakać, rozczulać się nad sobą, dać sobie przyzwolenie na to, że nie jesteś perfekcyjna. Zbyt dorosła, by wybuchnąć w miejscu publicznym. Zbyt dorosła, by robić coś inaczej niż wszyscy tylko dlatego, że masz na to ochotę.
Twoje wewnętrzne dziecko kocha cię taką, jaką jesteś. Dla niego nie musisz udawać, że jest dobrze. Spójrz na to dziecko ze zdjęcia i bądź nim przez chwilę, po to żeby być szczerą ze sobą. Czego ci potrzeba w tej chwili, jakie są twoje pragnienia? Nie twojego umysłu, który natychmiast podrzuci ci rozwiązania pt. „Gdybym miała milion, byłabym szczęśliwa”. Większość dzieci nie ma miliona na koncie i jest szczęśliwa. Zapytaj siebie, tej najgłębszej części w sobie, czego ci trzeba do szczęścia, na co masz ochotę, co ci sprawi radość? Nie za miesiąc czy rok. Teraz.
Ćwiczenie drugie:
Stań lub usiądź przed lustrem i powtarzaj, patrząc sobie w oczy: „Kocham cię”. Postaraj się też włożyć w te słowa nieco więcej uczucia niż taśma odtwarzająca zgrany kawałek.
Ostrzegam, że wbrew pozorom ćwiczenie nie jest ani śmieszne, ani łatwe do przeprowadzenia. Niech cię nie zmyli jego prostota. Uważaj też na podszepty twojego ego, które może uznać gadanie do lustra za infantylne. Im większy czujesz opór przed wykonaniem jakiejś pracy, tym większe ma ona znaczenie dla ciebie. Ego nie lubi zmian, więc będzie podsyłać ci różne kontrargumenty.
Jeśli masz wystarczająco dużo odwagi, żeby zaryzykować spojrzenie w oczy i wyznanie miłości samemu sobie, możesz wiele zyskać.
Ćwiczenie trzecie:
Wyobraź sobie, że to twój ostatni dzień życia. Co byś tego dnia zrobiła, a czego byś na pewno nie robiła? Czy twoja lista priorytetów wygląda tak samo, jak 5 minut temu? Jakie miejsce w ostatnim dniu twego życia zajmuje problem, który cię tak martwi? Skup się na tym, co w tym dniu jest dla ciebie najważniejsze i kto jest najważniejszy. Jeśli chcesz komuś powiedzieć, jak jest ci bliski – zrób to.
UWAGA DODATKOWA: To ćwiczenie jest jak panaceum na wszelkie zło. Można stosować bez wyraźnej przyczyny i bez powodu.
Ćwiczenie czwarte:
Wyobraź sobie, że twoje serce jest jakąś roślinką, np. słonecznikiem. Codziennie musisz go wystawiać na słońce, bo inaczej zmarnieje. Codziennie też musisz go podlewać. Nie wodą, a miłością. Ten słonecznik łaknie słów miłości, akceptacji, pragnie twojej radości, spokoju, ukojenia. Bez tego zmarnieje, uschnie. Jeśli nie potrafisz mu prawić komplementów tak po prostu, stań przed lustrem i powtarzaj „Kocham cię”. To ćwiczenie masz już opanowane, więc nie powinno sprawiać problemów.
Ja, kiedy wstaję, mówię do lustra, że się kocham. Kiedy się potknę, powtarzam, że uwielbiam swoje stopy. Kiedy się zezłoszczę, idę pogadać ze sobą, a kiedy jest mi smutno, jestem dla siebie w dwójnasób dobra. Bo mam prawo być smutna. Mój słonecznik rośnie piękny i zdrowy. Kiedy spotykam innych ludzi, mój słonecznik uśmiecha się do innych słoneczników. Wyobrażam sobie, że to właśnie się dzieje i dzięki temu życie jest piękne, a wszystkie urzędniczki przyjazne.
Ćwiczenie piąte:
Odpręż się, zamknij oczy. Oddychaj powoli i głęboko. Powoli zacznij odliczać od 20 do 1 wyobrażając sobie, że schodzisz w dół po pięknych marmurowych schodach, wprost na łąkę pełną kwiatów.
Nagle zauważasz, że z naprzeciwka idzie w twoją stronę dziecko. Jest radosne i roześmiane. Podskakuje wesoło. Uśmiecha się do ciebie, a wtedy twoje serce topnieje pod wpływem ogromu miłości. Im dziecko jest bliżej ciebie, tym bardziej jesteś szczęśliwa. Wreszcie dziecko podchodzi, obejmuje cię i wiesz, czujesz to każdą komórką swojego ciała – też jesteś szczęśliwa. Patrzysz mu głęboko w oczy, dziękujesz mu i odchodzisz. Radosna, szczęśliwa.
Ćwiczenie szóste:
Napisz na kartce: WOLNO MI.
Niech te słowa przypominają, że wolno ci prowadzić swoje życie według własnego życzenia. W szczególności, wolno ci popełniać błędy, być niedoskonałą. Na tym polega piękno. Wolno ci być taką, jaką w tej chwili jesteś.
Ćwiczenie siódme:
Załóż dziennik. Zapisuj swoje pomysły, obserwacje siebie i świata. Zapisuj ważne wydarzenia oraz te mniej ważne – wszystkie mogą okazać się znaczące, gdy wrócisz do nich po jakimś czasie. Zapisuj swoje sny – tkwi w nich bogactwo informacji pochodzących z twojej podświadomości.
Ćwiczenie ósme:
Wypisz wszystkie sposoby, aby uczynić cię szczęśliwą. Ile masz sposobów na to, by dobrze się czuć? Co jeszcze mogłoby sprawić ci radość i satysfakcję? Co jeszcze mogłabyś zrobić dla siebie, żeby poczuć błogość w sercu i spokój duszy?
Spacer, zabawa z psem, wyjazd do SPA czy aromatyczna kąpiel, masaż, prysznic po aerobiku, czy lektura książki i kubek ulubionej kawy. Spotkanie z przyjaciółmi czy samotny weekend za miastem. Sporządź swoją listę tych rzeczy i niech nie będzie ona tylko papierowa.
Ćwiczenie dziewiąte:
Zrób sobie dobrze. Pokaż sobie, że jesteś dla siebie najważniejsza. Wydaj na siebie i swoje przyjemności zaskakującą sumę pieniędzy i nie miej z tego powodu wyrzutów sumienia.
Ćwiczenie dziesiąte:
Wymyśl dla siebie afirmację i pracuj z nią jak z mantrą. Pisz, śpiewaj, tańcz i powtarzaj bez końca, że jesteś otwarta na miłość albo że kochasz siebie, albo cokolwiek, co będzie ci w danym momencie potrzebne. Tobie i twojej wewnętrznej części. Tej głębokiej i pięknej części ciebie. Prawdziwej ciebie.
„Aby być szczęśliwym w miłości, trzeba być geniuszem”. Doprawdy i Honore de Balzac miałby spore szanse na szczęśliwą miłość, gdyby tylko zechciał pokochać siebie. Każdy z nas może osiągnąć spełnienie w miłości i nie trzeba do tego być geniuszem. Prawdą jest to, że miłość czyni z nas geniuszy. Amor vincit omnia.
I pamiętaj o przykazaniu, aby kochać siebie jak bliźniego swego. Nie jest w ludzkiej mocy dać innym więcej miłości nad tę, którą dajemy sobie. A więc dopóki nie dasz najpierw sobie wszystkiego, co ofiarujesz innym, będzie tylko iluzją, puchem marnym a nie miłością.
Beata Markowska