Co jest źródłem szczęścia

aniol_stroz_dla_patrycji_PLDni coraz krótsze, nasz organizm dostaje coraz mniej światła słonecznego, co odbija się negatywnie na ilości serotoniny i dopaminy, czyli „hormonów szczęścia” w naszym mózgu. Być może za jakiś czas ogarnie niektórych z nas jesienne lub zimowe przygnębienie. Jednak wcale tak nie musi być.

Pomimo braku naturalnych stymulantów w postaci promieni słonecznych, możemy bardzo skutecznie zadbać o nasz pozytywny stan emocjonalny. Tak, tak… o szczęście trzeba dbać, nie bierze się ono z niczego. Jest wynikiem długotrwałej praktyki, można nawet powiedzieć, że jest swoistym nawykiem albo automatycznym sposobem reagowania na spotykające nas okoliczności życiowe.

Większość z nas wierzy, że dobre samopoczucie, radosne emocje, pozytywne nastawienie do świata pojawia się spontanicznie, jako wynik właściwych okoliczności życiowych. Myślimy, że bylibyśmy o wiele bardziej szczęśliwi, gdyby: układało nam się lepiej w naszym związku, więcej by nam płacili w pracy, bylibyśmy zdrowsi, mielibyśmy lepsze dzieci, lepszych rodziców albo lepszych partnerów, albo gdyby Kubica został mistrzem świata! Prawda jest jednak taka, że jest zupełnie na odwrót. Jeżeli jesteśmy szczęśliwsi, radośniejsi, pozytywnie nastawieni, to mamy lepsze relacje z ludźmi, szybciej awansujemy albo mamy więcej klientów, więc więcej zarabiamy, jesteśmy zdrowsi i umysł lepiej pracuje. No, może stan naszego szczęścia nie wpływa na to, czy Kubica zostanie mistrzem świata, ale z pewnością jesteśmy wtedy lepszymi kibicami. To nie jest tak, że jesteśmy szczęśliwsi, gdy życie nam się lepiej układa, ale życie nam się lepiej układa, gdy jesteśmy szczęśliwsi. Taka jest właściwa kolejność. Co z tą wiedzą można zrobić? Zadbać o własne szczęście! Dokładnie: zadbać o własny mózg i podświadomość, bo to w nich jest „fabryka pozytywnych emocji”.

Stosunkowo mało osób zdaje sobie w pełni sprawę z tego, że nie trzeba mieć jakiegoś szczególnego powodu, by być szczęśliwym. Tak naprawdę wystarczy nasza świadoma i silna decyzja, że tak właśnie chcemy się czuć. Gdy już wydamy rozkaz naszej podświadomości, by przywołała emocję zadowolenia i radości, racjonalny umysł znajdzie w otoczeniu odpowiedni „powód”, by uprawomocnić tę decyzję. To jest właśnie zadanie świadomego umysłu: znajdować „wytłumaczenia” dla decyzji podświadomości. Czujesz się świetnie i po chwili już wiesz, dlaczego tak się czujesz: bo jest doskonała pogoda, albo nic cię dziś nie boli, albo puszczają twoje ulubione piosenki w radio. Każdy powód jest dobry . Tak samo dzieje się w przypadku emocji negatywnych. Jest tylko jeden problem. Emocje negatywne powstają trochę łatwiej niż te radosne, ponieważ ewolucyjnie mózg został zaprogramowany na „wyszukiwanie zagrożeń” i ostrożną, uważną postawę. Poza tym, nasze społeczeństwo jest szczególnie dobrze uwrażliwione na emocje nieprzyjemne. Media są pełne złych informacji, znajomi uwielbiają narzekać na rząd, Polskę i ciężkie życie, a szczególnie na kiepskie zdrowie. Przez lata stopniowo popadamy w przyzwyczajenie złego nastroju, poczucia beznadziei i bezsensu życia. To także jest nawyk. Możesz go zmienić, jak każde przyzwyczajenie!

Mózg człowieka przejawia podstawową cechę: neuroplastyczność, czyli zdolność do uczenia się i utrwalania nowychSybirska_wilk_n1_PL sposobów reagowania i zachowania poprzez wzmacnianie połączeń synaptycznych między neuronami oraz zmienianie i likwidowanie starych. Nasze życie pod względem emocjonalnym jest powtarzalne i schematyczne, a „sfera emocjonalnego komfortu” ma się znakomicie, nawet gdy nieprzyjemne emocje, które wchodzą w jej zakres, nie służą ani naszemu szczęściu, ani zdrowiu. Potrzeba wielkiej przemiany, inteligencji albo porządnego „kopa” od życia, by zdać sobie sprawę z tego, że to, jak chcę się czuć zależy przede wszystkim ode mnie, a nie od tego, co mnie spotyka. Wtedy zaczyna się zabawa z umysłem i z mózgiem oraz wytrwałe tworzenie w nim nowych nawyków, nowych dróg połączeń nerwowych, nowych schematów i automatyzmów, które z czasem, już często poza naszą świadomością, będą pracowały dla naszego szczęścia i powodzenia na wielu płaszczyznach życia. Na początku jednak zawsze musi to być świadome działanie, świadome dbanie i pielęgnowanie ogrodu naszych pozytywnych emocji.

Pierwszym przykazaniem adepta sztuki szczęścia jest więc: skupianie uwagi na tym, co daje mi zadowolenie, radość, relaks i spokój ducha. Tak mało ludzi o to naprawdę dba. Traktujemy chwile szczęścia, jak gdyby nam się prawie nie należały, a niektórzy nawet czują się winni, że przeżywają szczęście i rozkosz. Przecież tyle jest cierpienia na świecie, tyle do zrobienia, nie mówiąc już o przekonaniu, że rozkosz i radość bywa czasami „grzeszna”. Niektórzy z nas żyją w cierpiętniczym otoczeniu, a nawet stają się przekaźnikami tego cierpiętnictwa kolejnym pokoleniom. Trzeba powiedzieć, że niestety także religia staje się czasami patologicznym „kultem cierpienia”, który unieszczęśliwia nas tu i teraz, by dać obietnicę „niebiańskich rozkoszy” w przyszłości, po śmierci. To jest iluzja. Mistycy wszystkich religii od tysięcy lat powtarzali, że niebo można przeżywać tu i teraz, i że jest to jedyne prawdziwe „niebo”, ponieważ przyszłość nie istnieje, jest tylko iluzją stworzoną przez umysł. To głębokie, mistyczne spojrzenie bardzo wspiera polecenie, by już teraz dbać i doceniać chwile radości, przyjemności i rozkoszy w naszym życiu. Celebrując te chwile, sprawiamy, że mózg „przeprogramowuje” swoja pracę tak, by w przyszłości łatwiej kolejny raz aktywować te same drogi połączeń neuronów i coraz łatwiej osiągać doświadczenie radości i szczęścia. Stopniowo stajemy się „mistrzami” sztuki szczęśliwego życia. Mamy wtedy zdrowsze ciało, więcej energii, więcej pomysłów, łatwiej przyciągamy do siebie innych, nawiązujemy lepsze i trwalsze relacje, po prostu łatwiej nam się żyje.

A wszystko zaczyna się od świadomego przeżywania chwili obecnej i akceptacji tego co jest – stanowi to warunek pojawienia się stanu szczęścia i radości. Niektórzy nazywają to medytacją. Rzeczywiście, badania nad medytacją wykazały, że zwiększa ona aktywność lewej półkuli mózgowej, w której przeżywamy pozytywne emocje oraz podnosi poziom „hormonów szczęścia” w mózgu. Czasami ich ilość dosłownie zalewa mózg przeżyciami ekstatycznej radości, miłości, błogiego spokoju lub poczucia jedności z kosmosem, co z pewnością bardzo pozytywnie wpływa na ciało i umysł. Warunkiem takiego działania jest jednak systematyczność jej praktykowania. Mózg potrzebuje bowiem bardzo regularnego „treningu”, by na stałe nauczyć się, jak być szczęśliwym. Z czasem każda codzienna czynność może stać się medytacją, która jest źródłem radości i błogości. Medytacją staje się praca, spacer, grzybobranie, seks, zmywanie naczyń, rozmowa, przygotowywanie posiłku itd. Jest to jednak praktyka dla zaawansowanych, początkujący zazwyczaj muszą siedzieć z zamkniętymi oczami, by odszukać w sobie przyjemność skupienia. Może to być oddech lub mantra, albo nawet jakieś odczucie w ciele. Chodzi tak naprawdę o samą praktykę skupienia, a nie o to, na czym się skupiamy. W ten właśnie sposób zyskujemy narzędzie, które posłuży nam do odnajdywania w codziennym życiu szczęścia. To jest właśnie cel medytacji.

Adam Bytof

 

 

Oficjalna strona magazynu "Natura i Ty" wydawanego przez Centrum "REA" od 2008 roku.

Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska. All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.