Wielu z nas pragnie zmienić swoje życie. Aby tego dokonać, trzeba zacząć od siebie, od własnej osobowości.
Niestety, proces zmiany własnej osobowości nie dokonuje się natychmiast. Tylko w bajkach wystarcza czarodziejskie zaklęcie lub magiczna różdżka. To długa droga, na dodatek usłana cierniami zwątpień, które nachodzić będą cię wielokrotnie. Niczego nie da się załatwić jednym pstryknięciem palcami. Transformacja w sferze myśli wymaga czasu, ogromu cierpliwości, a także wyrozumiałości dla popełnianych błędów. „Błądzenie jest rzeczą ludzką ” – to jedna ze starożytnych maksym, uświadamiająca, że w każdej ludzkiej decyzji tkwi element niepewności. Wbrew pozorom nie jest to stwierdzenie pesymistyczne. Błądzenie nie jest beznadziejne pod warunkiem, że nie zrezygnujesz z poszukiwania właściwej ścieżki. Dopóki żyjesz, nie ma takiej sprawy, której nie umiałbyś schrzanić, ale także niemal wszystko możesz naprawić. Przyszłość jest wciąż w twoich rękach.
Niektórzy radzą, by uczyć się na cudzych błędach. Metoda taka jest z pewnością tańsza i mniej przykra w skutkach. Czy potrafimy jednak uczyć się na cudzych błędach, jeśli sami nie doświadczymy goryczy klęsk? Czy potrafimy zrozumieć niepowodzenia i ich przyczyny, które stały się udziałem innych ludzi, jeśli nie stać nas na odrobinę empatii? Czyż nie przypomina to nauki z podręcznika napisanego w języku chińskim? Widzimy znaki, ale nie rozumiemy sensu. Każdy ma prawo zbłądzić, ale dojrzałość wymaga, abyśmy umieli odszukać właściwą drogę i przewidywać zgotowane przez los zasadzki. Pięknie ujął to w swoim wierszu Ryszard Krynicki:
Będąc człowiekiemmasz prawo do błędu – ale masz prawo tylko do ludzkiego błędu,ale masz prawo tylko do takiego błędu,który potrafisz naprawić,lecz nie masz prawa do błędu nie do naprawienia,błędu, który zabija.
Człowiek nie jest tworem doskonałym, dlatego myli się wielokrotnie. To ryzyko, które wkalkulowaliśmy w naszą egzystencję, przywykliśmy do niego. Mylą się politycy, uczeni, wielcy i mali ludzie. „Błądzenie jest rzeczą ludzką, ale dobrowolne trwanie w błędzie jest rzeczą diabelską” – to słowa św. Augustyna. Dlatego z wyrozumiałością traktujmy własne pomyłki, a trapiące wątpliwości – jako życzliwe napomnienie. Przyznając sobie prawo do błądzenia, przestańmy krytykować się nieustannie. Żyjmy bez uszczypliwych uwag, a każdy poranek będzie początkiem wspaniałego dnia. Wejdziesz w niego ze świadomością, że możesz go spędzić we własnym towarzystwie, odkrywając nieznane dotąd pokłady zalet i umiejętności. Przestań straszyć się własnymi ograniczeniami, traktuj siebie z życzliwą cierpliwością, a uwolniony od przekleństwa perfekcjonizmu w każdej dziedzinie życia, poczujesz jak smakuje prawdziwa wolność.
Czym jest wolność? Jaka jest jej cena? Czy można uwolnić się od krępujących ciało i umysł więzów, odrzucając wszelkie ograniczenia? Czy ludzka wolność to wyłącznie możliwość dokonywania wyborów, brak poczucia zniewolenia zarówno na poziomie jednostki, jak i całego społeczeństwa? Oto pytania dotykające każdego człowieka na różnych etapach życia. Pytania te stają się coraz bardziej zasadne w świecie nieograniczonej konsumpcji, w społeczeństwie kształtowanym przez natrętne „mieć”, a odwracającym się plecami do szlachetniejszego „być”. Nie jest łatwo zdefiniować pojęcie wolności uniwersalnej. Mówimy przecież o wolności sumienia, religii, wyznania, o wolności politycznej, osobistej, o wolności pracy i wolności pisania, wreszcie wolności w wygłaszaniu codziennych bełkotliwych komentarzy, wolności megalomana wypowiadającego się na dowolny temat. Prawdopodobnie każdy człowiek nosi w sobie inną wizję tej pięknej idei. Można jedynie pokusić się o znalezienie wartości wspólnych. Dla
mnie prawdziwa wolność istnieje wtedy, kiedy człowiek może decydować o jakości
swego życia, ale także nie cofa się przed odpowiedzialnością za czyny. Dojrzałość to świadome ponoszenie konsekwencji uczynionych wyborów, bez zwalania winy na coś lub kogoś. Pojęcia wolności i odpowiedzialności istnieją więc w ścisłej symbiozie, dowartościowują nas w stopniu wprost proporcjonalnym do poziomu odczuwanych pozytywnych emocji. Paulo Coelho w Zahirze powiada: Wolność ma wysoką cenę, równie wysoką jak niewola. Jedyna różnica polega na tym, że tę cenę płaci się z przyjemnością i z uśmiechem, nawet jeśli czasem bywa to uśmiech przez łzy. Wolność może być bowiem także dokuczliwa, niosąc w sobie konieczność dokonywania wyborów nie zawsze bezpiecznych. Za to nagrodą są pozytywne emocje, wyzwalane w poczuciu zadowolenia z podjętych decyzji.
We wnętrzu każdego człowieka drzemią potężne moce. Drzemią, zamiast pracować, blokowane rozlicznymi barierami, dyżurnymi cieniami przeszłości. Hodujemy je w sobie, chronimy pieczołowicie, bo stanowią dla nas parawan, są usprawiedliwieniem dla ucieczki od podejmowania ryzykownych zmian. Strach i nadmierny krytycyzm mający źródło w nabytych doświadczeniach, z góry programują porażkę. Zapamiętałem zasłyszane gdzieś motto: „Prawdziwa porażka to nie pojedynczy upadek. Prawdziwą porażką jest niepodnoszenie się po upadku”. To prawda. Incydentalny, niezbyt groźny upadek skutkuje najwyżej siniakiem, a po stronie plusów zapiszesz nowe doświadczenie. Dlatego wyjdź poza krąg codziennych narzekań, beznadziei i rozpaczy. Uświadom sobie, że od ciebie zależy los 50 bilionów komórek, w które natura wyposażyła ciało. Ty za nie odpowiadasz, ty nimi kierujesz. To wielka odpowiedzialność. Ale potrafisz! Zacznij w to wierzyć. W napiętym harmonogramie codziennych obowiązków znajdź czas dla siebie i stopniowo odsłaniaj własne ukryte w twoim wnętrzu możliwości. Podróżując w głąb siebie, po jakimś czasie odkryjesz istnienie wyższej świadomości, oferującej życie, o jakim marzyłeś, życie nieskończenie bogatsze. Obudź tkwiącego w tobie mistrza, a potem zawierz swoim nieograniczonym możliwościom. Możliwościom, których nie byłeś dotychczas świadomy.
Historia wielokroć udowadniała, jak wielki potencjał tkwi w człowieku. Poprawiamy i ustanawiamy coraz to nowe rekordy, każda kolejna epoka pokonuje granice, które długo wydawały się nieosiągalne. A przecież wykorzystujemy zaledwie kilkanaście procent zdolności mózgu. Pomyśl, jak potężny biologiczny komputer jest do naszej dyspozycji, jak niewiarygodnymi możliwościami obdarzyła nas natura. Możesz osiągnąć wszystko, ponieważ masz to w sobie. Zostań świadomie mistrzem własnych myśli, a niebawem odkryjesz, w jak niezwykłej grze uczestniczysz, grze dostarczającej radości i satysfakcji. Aktywnie wykorzystuj wszystkie poziomy umysłowej aktywności: świadomość (odpowiedzialną za myślenie), nieustannie czujną podświadomość i nadświadomość – naszego mistrza wzmacniającego proces decyzyjny.
Wewnętrzna moc jest kapryśną i specyficzną siłą. Wydaje się być nieobecna, lecz przywołana, dokonuje rzeczy niezwykłych. Wymaga jedynie wiary i zaufania. Kiedy zasiejesz ziarno, przez długi czas nic się nie dzieje. Tak odbierasz to zmysłami. A przecież pod warstwą ziemi ziarno pęcznieje, zaczyna kiełkować i dopiero wtedy wychyla się na powierzchnię. Obserwator może jedynie wyobrażać sobie zachodzące w ziemi procesy. Podobnie jest z realizacją twoich pragnień. Wizualizuj je często, a uruchomisz moce tkwiące zarówno w tobie, jak i wszędzie wokół. Są wystarczające, by zmienić twoje wewnętrzne nastawienie, by zapewnić ci powodzenie i dostatek na każdym polu: materialnym i duchowym. Dopiero synteza tych dwóch elementów pozwoli zrealizować marzenia.
Marzenie to nic innego jak myśl tkwiąca w głowie. Czy myśl może stać się rzeczywistością, przemienić w luksusową willę, „wypasioną” limuzynę, kochającą partnerkę? Odpowiesz sobie sam na to pytanie, gdy rozejrzysz się wokoło. Wszystko, co widzisz, to dzieło człowieka i zaczęło się od myśli, która zalęgła się w czyjejś głowie. Najpierw była więc idea-marzenie. Dlaczego tkwiąca w twojej głowie wizja również nie może zamienić się w fantastyczną rzeczywistość? Wystarczy przerzucić most nad przepaścią dzielącą marzenia od realnego świata. Na ogół mosty łączą brzegi po najkrótszej linii. Takie właśnie powinno być twoje działanie. Wyczyść szare komórki ze wszystkiego, co spowalnia, spycha z tej prostej drogi.
Świat mógłby być naprawdę inny, pełen ludzi spełnionych, gdyby tylko starczyło nam wytrwałości. Większość ludzi rezygnuje zbyt szybko. Przekraczając ową przysłowiową „smugę cienia”, zwalniamy, zamykamy się w sobie, nie wierząc, że
potrafimy jeszcze coś stworzyć. Sześćdziesiąte urodziny witamy ze smutkiem wypisanym na zmarszczonym czole, wypełnieni zgorzknieniem. Świat przestaje intrygować, zaskorupiamy się w starych poglądach i nawykach. Wmawiamy sobie, że już za późno na zmiany, na nowe próby i doznania. A tymczasem nigdy nie jest za późno, póki żyjesz i odbierasz świat pełnią swoich zmysłów. Każdy człowiek ma prawo do realizowania własnych pragnień, wyznaczonych celów, po to, by żegnając się ze światem, nie musiał wzdychać: „Żyłem, lecz było to życie dalekie od moich marzeń”. Posiadamy wystarczający potencjał sił fizycznych i moralnych, aby sięgać po szczęście w każdym momencie życia. Niech myśl ta towarzyszy nam nieustannie, wspierana głębokim przekonaniem o własnych predyspozycjach.
Od nas samych zależy obfitość dóbr, ilość wrażeń, jakimi obdarzy nas życie. Jesteśmy wolnymi ludźmi, możemy skupić się na biadoleniu, użalaniu się, wyzwalaniu negatywnych emocji. Możemy także cieszyć się każdą chwilą, napawać się szczęściem i nadzieją; zachwycać się o świcie rosą, śpiewem ptaków, zdrowiem… Zachwyt wyzwala radość, a radość towarzyszy szczęściu. To nic, że zamiast nieustannej satysfakcji i miłości dotknie nas co jakiś czas uczucie smutku lub cierpienie. Smutek i radość, zdrowie i ból to dwa aspekty tego samego życia. Naszego życia. Wybieraj! Możesz egzystować, ale możesz żyć dynamicznie, zaznając tego wszystkiego, co los zechce ci ofiarować, a ty, twoje serce, ciało i duch, przyjmą to z wdzięcznością. Zasługujesz na to.
Andrzej Kapłanek