Piegi stają się modne, ale…

Piegi stają się modne, ale…

Walka z tymi drobniutkimi przebarwieniami trwa od chwili, kiedy panie zyskały odrobinę czasu, by zająć się swoim wyglądem. Piegi uważane były za defekt urody w każdej chyba epoce – od starożytności po współczesność…

Zwalczano je wszelkimi sposobami, a ich posiadaczki z reguły miewały straszliwe kompleksy i uciekały się do metod nieraz bardzo drastycznych, powodujących trwałe oszpecenie. Na przykład ścierały brązowe kropeczki pumeksem, aż do powstania na twarzy ran, które po zasklepieniu się pozostawiały blizny. Albo szorowały skóry… ługiem sodowym – niegdyś środkiem do zmywania silnych zabrudzeń np. z posadzek – przed którym ostrzegano wszystkie kobiety dbające o dłonie, bo niszczy skórę, powodując oparzenia chemiczne. Zdarzało się, że ta czy inna panna postanawiała sprawdzić, czy specyfik ów nie wyczyści skutecznie i skóry. Pół biedy jeszcze, kiedy użyła go punktowo, tylko w miejscach przebarwień. Wówczas w miejsce piegów dorabiała się „jedynie” czerwonych kropek lub zagłębień w skórze jak po ospie. Na szczęście były to sytuacje jednostkowe, kobiety z reguły wolały uciekać się do sposobów mniej kontrowersyjnych, a sprawdzonych i skutecznych, zalecanych nawet dziś nie tylko jako wybielające cerę, ale i pielęgnujące ją.

Najdziwniejsze jest to, że kosmetologia, mimo że mamy wiek XXI, metody całkowicie rozwiązującej ów problem nie wynalazła. Jeśli zajrzymy do internetu, by poszukać likwidującego piegi środka na miarę trzeciego tysiąclecia, głęboko się rozczarujemy. Owszem, są w sklepach rozmaite kremy i maseczki rozjaśniające przebarwienia wszelkiego rodzaju, w tym i piegi, ale one działają w takim samym stopniu, jak toniki i mazidła naszych prababć (mowa o tych pielęgnujących, a nie likwidujących skórę w ogóle).

Różnica jest taka, że w przeciwieństwie do tych drugich zawierają środki chemiczne, głównie rozmaite kwasy, niekoniecznie zdrowe dla organizmu. Ponadto kosmetolodzy i dermatolodzy proponują zamrażanie piegów płynnym nitrogenem z adnotacją, że to „bywa skuteczne, ale nie u każdego pacjenta”, pilingi chemiczne – z reguły z zaleceniem chronienia twarzy przed słońcem przez kilka miesięcy po zabiegu oraz terapię laserem (odwrotność zamrażania, czyli de facto wypalanie) o „niskim ryzyku wystąpienia blizn lub przebarwień”. No dobrze, na pewno bezpieczniejsze to niż ług i pumeks, tyle że żadna z tych metod nie daje trwałego efektu i co jakiś czas trzeba procedurę powtarzać. Wystarczy taką wybieloną skórę kilka razy wystawić na działanie słońca, a piegi wracają… Wszystkie te i dawne, i dzisiejsze zabiegi zwalczają bowiem jedynie skutek, nie zaś przyczynę.

Skąd się biorą
Najczęściej mają podłoże genetyczne. Skłonność do ich powstawania to na ogół cecha dziedziczna i zwykle dotyczy osób o jasnej, delikatnej cerze – blondynek i rudzielców.

Przyczyną powstawania piegów jest nadprodukcja barwnika zwanego melaniną, wytwarzanego przez melanocyty, czyli komórki barwnikowe. Mniej więcej co dziesiątą komórkę warstwy podstawowej naskórka stanowi właśnie melanocyt. Słoneczne promieniowanie ultrafioletowe stymuluje je do działania, czyli wytwarzania pigmentu objawiającego się jako opalenizna. Jednakże niektóre melanocyty produkują nadmiar melaniny, która ujawnia się wówczas właśnie w postaci ciemniejszych plamek, czyli piegów. Dlatego tak trudno wynaleźć na nie lekarstwo stosowane wewnętrznie – musiałoby przecież działać wybiórczo, czyli jedynie w tych miejscach, gdzie gromadzi się pigment, a nie na cały organizm. Może kiedyś… Naukowcy wiele obiecują sobie po nanotechnologii, czyli niedostrzegalnych gołym okiem strukturach przenoszących substancje lecznicze czy też kosmetyczne do określonych punktów organizmu. T...

Autor: Beata Kondysar
Wydanie
Partnerzy:

Oficjalna strona magazynu "Natura i Ty" wydawanego przez Centrum "REA" od 2008 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska. All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.